32. SMUTNO …

O Minku pisalam w marcu, ze ma problem z biodrami. 

Poszukalam sobie informacji o glukozaminie i o leczeniu tej przypadlosci. Co do glukozaminy to myslalam, ze moze bede mogla mu dawac nasza ludziowa, ale nie, dla kotow nie nadaje sie nawet ta psia. Nie rozumiem tylko dlaczego, wetka przy pierwszej wizycie, nie powiedziala mi, zebym zaczela mu ja podawac. Dopiero przy drugiej, kiedy sama o to zapytalam, podala mi nazwe odpowiedniego specyfiku. Za to chetnie, dawala mi srodek przeciwbolowy dla niego.

Przemyslalam sobie wszystko, w ta i tamta strone, bilam sie z myslami i nie bylo mi latwo… ale podjelam decyzje …

Proponowano mi rentgen … a potem operacje, ktorej koszt mozna oszacowac dopiero majac zdjecie.  Bez zdjecia widze, ze jest nieciekawie, za dlugo sie ukrywal, a ja nawet nie wiedzialam, ze koty rowniez na to choruja.

Operacja musiala by byc na oba biodra, wiec nie jedna, a dwie. Kazda operacja wiaze sie z bolem. Pamietam kiedy ostatnio mial usuwany ropien z ucha, to bylo to dla niego bardzo traumatyczne przezycie. Spedzil tam prawie cala dobe, bo musialam go zostawic na noc i odebralam go okolo 17-stej. Kiedy w domu wypuscilam go z kontenerka, pierwsze dopadl miski z woda, a potem wciagnal miske zarcia i znowu pil i pil … Wygladalo na to, ze nic tam nie jadl i nie pil, nie dlatego zeby mu nie dali, ale dlatego, ze byl w obcym miejscu i byli tam obcy ludzie. A potem kiedy nioslam go do kontroli, to wyl jak potepieniec, cala droge do tam. Potem jeszcze, jak za jakis czas szlam z nim na szczepienie, tez wyl i tak jeszcze kilka razy … A jednak, operacja na biodro jest duzo powazniejsza …

A potem ma byc rehabilitacja i znowu obce osoby …

A Minio to kot jednego pana, on boi sie obcych i nie zawiera z nimi znajomosci, jak do nas ktos przychodzi to ewakuluje sie na gore, albo wychodzi na zewnatrz. On jest na dystans nawet z ludzmi ktorych zna. Nawet kiedy Magda do nas przyjezdzala, a przeciez zna ja od swoich pierwszych dni, to na poczatku obchodzil ja szerokim lukiem i tak samo zachowuje sie jak przyjezdza Mira. Kiedy czasem odwiedza nas syn, to dopuki go nie zawola, to tez zachowuje sie jak dziki.

I jeszcze jedno, jak utrzymac w domu kota, ktory przez cale swoje zycie byl wychodzacy? To nie jest taki kot jak Rufus, ktory moze spac 24 godziny na dobe. A nawet Rufus jak ladna pogoda lubi sobie polazic, czy pospac miedzy kwitkami, na patio i potrafi zrobic niezla rebele o to, zeby mu drzwi otworzyc. Minio to kot kochajacy ruch, lazenie, bieganie za wiewiorkami, przeganianie innych kotow, a nawet lisow ze swojego terenu … Jak takiego, po operacji utrzymac w domu? Po histori z uchem przez tydzien nosil kolnierz i w zwiazku z tym, nie mogl wychodzic na pole i naprawde bylo ciezko. On lazil po domu i jojczyl, chodzil od drzwi wejsciowych, do tych na patio i plakal. Caly czas czail sie gdzies pod drzwiami i trzeba bylo pilnowac, zeby nie zwial na zewnatrz. Kolnierz nie byl dla niego przeszkoda, bo bardzo szybko opanowal poruszanie sie w nim. A my ciegle  musielismy uwazac i odpychac kota od drzwi. 

I jeszcze jedna niepokojaca sprawa, zauwazylam ostatnio, ze duzo pije, duzo wiecej niz zwykle … i sika, tez duzo wiecej … Zaczelo sie to juz przed naszym wyjazdem, a moze nawet wczesniej, tylko wtedy nie bylam pewna ktory to, ale wtedy jeszcze myslalam, ze moze to przejsciowe, bo czasem juz tak bywalo, ze wody wiecej z kubka ubywalo … Taraz ewidentnie widze, ze to on i widze go jak pije … duzo pije ….

Decyzje podjelam juz w pierwszym tygodniu maja. 

Powiedzialam sobie wtedy, ze nie bedzie rentgena i nie bedzie operacji. A kiedy przyjdzie ten czas, ze glukozamina i srodek przecwbolowy nie beda pomagac, to sie pozegnamy, a do tego czasu bedziemy sie cieszyc kazdym dniem ktory nam pozostal. Decyzja ta byla dla mnie bardzo trudna, naprawde bardzo trudna.

A teraz od poiedzialku Miniek wychodzi tylko na patio, albo lezy w kuchni na pudle z kocimi puszkami, czy na gorze na kociej macie. Jak czeka na miche, to nie siada tylko krazy wkolo moich nog, albo sie kladzie. Bardzo ostroznie stawia tylne nogi i bywa, ze sie chwieje. Pierwsze myslalam, ze to jakis gorszy dzien, a zazwyczaj wtedy daje moim kotom swiety spokoj, ale wychodzi na to, ze jednak nie …. Od poniedzialku jest na pelnej dawce srodka przciwbolowego, a dzisiaj jak sie nad nim pochylilam i glaskalam i przylozylam do niego ucho (bo nadal nie slysze dobrze), to nie mruczal … A wczoraj jak chcialam sprawdzic, czy sie nie myle w swoich obserwacjach i przejechalam mu palcami, po obu udach, to uderzyl mnie zebami w reke …

Jutro, jak Gandalf przyjdzie z pracy, pojdziemy do weta … 

Smutno mi … Bardzo mi smutno ….


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s