33. NADAL BEDZIEMY SIE SOBA CIESZYC :-)

Wczoraj jak Gandalf wrocil z pracy, poszlismy do weta. Powiedzielismy, ze jest zle, ze bardzo go boli i chyba bedziemy chcieli go uspic. Moja ulubiona babka na recepcji, ta ktora zawsze jak tylko mnie zobaczy, to pyta jak tam Rufus, bardzo sie zmartwila. 

Wizyte mialam na 11:30.

Mloda wetka, ta ktora prowadzila go od poczatku choroby, zaprosila mnie do gabinetu. Wypytala co sie dzieje. Po czym wyszla i wrocila z telefonem w rece i wreczajac mi go powiedziala, ze pani mi wytlumaczy. Pani pracujaca w innym oddziale tej lecznicy, piersze powiedziala mi, ze ona troche mowi po polsku, chociaz niezbyt dobrze, a potem wytlumaczyla co i jak. Chcieli zrobic mu rentgen, zeby zobaczyc co tam w srodku sie dzieje, bo w przypadku problemow z biodrami, nie zawsze jest konieczna operacja, a czasem wystarcza leki, a sama glukozamina to za malo. Poza tym badanie krwi, proby nerkowe, watrobowe i na poziom cukru, normalaka u starszych kotow. Zapytalam ile by to kosztowalo, cena byla powalajaca. Oddalam telefon wetce i zadzwonilam do Gandalfa, bo moje konto jest puste. Powiedzial mi: “nie bede sie zydzil, podejmij decyzje, bo to Twoj kot”. Zgodzilam sie. Podpisalam zgode na sedacje (uspokojenie zwierzaka, zeby sie nie ruszal) i rentgen. Mialam po niego wrocic o 17:15. 

Wrocilam do domu. Zrobilo mi sie troche lepiej, bo wczesniej bylo mi smutno i co chwile plakalam (to jakas zmiana u mnie, przyznac sie publicznie do placzu, niebywale). 

Ale nerwy i niepewnosc, dalej we mnie graly, a stres mnie dobijal. I tu rowniez zrobilam cos innego niz zazwyczaj (chyba nie poznaje siebie samej), zamiast usiasc i dusic stres w sobie, zlapalam za odkurzacz i odkurzylam salon (tylko tak z gubsza, bo odkurzacz mam juz zapchany i trzeba wyprac filtr i umyc mu bebechy), kuchnie i schody i umylam podloge w kuchni. A potem umylam gary i zrobilam sobie kawe. A na koniec powiesilam pranie, ktore nastawilam kiedy skonczylam odkurzac. Dobrze mi ta robota zrobila, ruch rozladowal troche stres.

A potem, trzeba bylo jeszcze chwile, taka dluzsza chwile, poczekac do 17-stej ….

Jak nadeszla wyczekiwana godzina, zlapalam worki z recyklingiem, zeby je wywalic po drodze i wyszlam. 

A na miejscu okazalo sie, ze pierwsza diagnoza jednak nie byla poprawna. Wetka pokazala mi, na ekranie monitora, rentgen. Okazalo sie, ze Minio ma zmiany w przedostatnim i ostatnim kregu przed ogonem i stad ten bol. Potem poprosila zebym poczekala, bo ona znowu poprosi o pomoc w przetlumaczeniu. Kiedy czaekalysmy na telefon dopytalam ile ma kosztowac jeden zastrzyk, a z tego co zrozumialam maja byc 3 i ma on kosztowac £40. 

Potem dowiedzialam sie, ze maja to byc zastrzyki sterydowe i ze beda co miesiac, ale gdyby nie bylo takiej potrzeby, to znaczy gdyby kot czul sie dobrze, to nawet co 6 tygodni. Pani potwierdzila mi tez to, co wteka mowila o wynikach, ze w probach nerkowych i watrobowych cos tam jest nieznacznie podwyzszone, a cukier jest w normie, ale ogolnie jest OK. 

Przy okazji dopytalam sie o ostatnie wyniki Rufusa, bo mial robine badanie krwi tuz przed naszym wyjazdem. Okazalo sie, ze sa takie same jak poprzednio, czyli jak sie nie pogorszylo, to jest w pozadku.

A na koniec umowilam sie na wizyte na 9:15, w poniedzialek. Wyszlam z lzejsza dusza i portfelem lzejszym o prawie £400.

Minio jak tylko wyszlam na zewnatrz, zamknal jape, bo tam jak wetka przyniosla kontenerk i postawila pod gabinetem, to protestowal glosno, mowiac mi; “zabierz mnie stad szybko, bo ja nie chce tu byc …” walc glowa w siatke u gory.

Kiedy weszlam na droge miedzy blokami i minelam zakret, przystanelam i wypuscilam go, ale sie ucieszyl. Powoli doszlismy do domu, oboje zadowoleni. 

A w domu, pierwsze wbiegl do kuchni, a ze miska Rufusa byla zakryta, to pobiegl za mna i kiedy otworzylam drzwi na patio wybiegl i rozejrzal sie uwaznie, nastepnie wbiegl do salonu, pochylil sie i zajrzal pod stol, krecac glowa na prawo i lewo … Ale nie znalazl tam Rufusa. Znalazl go na gorze, lezacego w korytarzu, przywital sie z nim.

Gandalf jak wrocil, to mu powiedzial: “no Misiek, teraz to Ci sie udalo”. Wypytal co i jak. Wyglaskal Miska, bo on od jakiegos czasu do obu kotow mowi – Misiek, a najlepsze jest to, ze oba na to reaguja. Krzysiek tez sie ucieszyl. A Mira z usmiechem stwierdzila, ze fajnie. 

I tak w domu Miskow zapanowala radosna atmosfera, a ja pije sobie drugie piwo. 

Szczerze, to mialam ogromny dylemat, bo z jednej strony nie chcialam zeby sie meczyl, zeby cierpial, ale z drugiej strony nie chcialm zrobic tego ostatecznego kroku zbyt wczesnie. Usypialam wczesniej zwierzeta, ale to byla juz ostatecznosc i w tamtych przypadkach mialam pewnosc, ze to ten czas. A tu do konca nie bylam pewna … Teraz mi ulzylo i jest mi teraz tak lekko na duszy, bo kocham tego kota, znam go od chwili kiedy sie urodzil i ciesze sie, ze mamy jeszcze czas, czas w ktorym mozemy sie soba cieszyc nadal.

Reklamy

6 myśli na temat “33. NADAL BEDZIEMY SIE SOBA CIESZYC :-)

  1. To szampana! A tak na powaznie, to straszna jest decyzja, gdy trzeba swojego zwierzaka uspic, bo to przeciez jak czlowiek rodziny… Nasz Piegus ma teraz juz 6 lat, a ja sobie nie wyobrazam jak to bedzie, gdy jego nie bedzie….

    Polubienie

    1. Bylo piwo, a nawet dwa i ogolna radosc w chalupie. Gandalf chodzi i co chwile miskuje i go glaszcze, a wczoraj rano robil Miskom zdjecia, jak lezaly zwiniete w klebek (to nie przejezyczenie, one czesto spia wtulone w siebie), obok niego w lozku. I tak one sa czlonkami naszych rodzin i niestety czasem tak sie dzieje, ze musimy podjac ta ostateczna decyzje i to zawsze jest bardzo trudne.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ufff… przeczytałam oba wpisy i mnie też ulżyło. Dobrze, że można pomóc lekami i będzie w Wami dalej. Współczuje Ci bardzo nerwów i stresu, i trzymam kciuki żeby jak najdłużej było dobrze.
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Ach weterynarzem być ! Nie tylko pomaga zwierzątkom, to jeszcze nieźle zarabia ! Jako dziecko rozpaczałam, gdy mój pies wpadł pod motocykl, ale przyznam, ze teraz długo bym się zastanawiała, czy wydac tyle pieniedzy na leczenie kota. Oczywiście, gdy Twój mąż dobrze zarabia, to nie czytaj tego, co piszę. Komfort życia naszych pupili nie ma ceny !

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s