8. BYLA NIESPODZIANKA I KWIATY, MAKARON Z SEREM DLA GOSCI I TAKIE JEDNO WSPOMNIENIE …

W niedziele wybralsmy sie do polskiego sklepu, po kilka rzeczy ktore mi sie skonczyly, a moge je kupic tylko tam. Lazilam tak sobie tam, pomiedzy polkami, szukajac tego co mi bylo potrzebne, a jak juz mialam prawie wszystko, to podeszlam do Gandalafa i rzucilam pytaniem: “bierzemy kawe dla kosmitow” i dopiero przy tych ‚kosmitach’ zorientowalam sie, ze on gada przez telefon … A Gandalf na ten tychmiast odbil moja pileczke i rzycil pytaniem w telefon: “kosmici macie kawe?” Upsss … No i wydalo sie … Kawa “specjalna” – Prima, ziarnista, bo tylko taka pijaja Marki.

“Marki” tak mi sie to spodobalo, jak pierwszy raz uzyla tego okreslenia Psota, pytajac mnie o cos dotyczacego mojego syna- Marka i jego Doroty, ze tak mi juz zostalo i teraz, jezdzimy do Markow, albo pieke chleb dla Markow itp …

A po zakupach poszlismy do polskiej knajpy na pierogi, ja mialam mala porcje ruskich, czyli 5 sztuk, a Gandalf wzial sobie duza porcje z miesem, sztuk 10. Wypilismy po kawie i potem udalismy sie w droge powrotna do domu.

A w domu, pierwsze pochowalam wiktualy do szafek i lodowki, a potem nakarmilam chlopakow. A Gandalf, o dziwo,  zabral sie za chowanie swoich szpargalow, ktore zalegaly na stole. Jakos mnie ten fakt nie zastanowil, ze tylko raz powiedzialam, ze chce cos zrobic i potrzebuje do tego wolny stol, a on juz grzecznie robi porzadek ….

Herbete sobie zrobilam, usiadlam z lapkiem, a tu nagle dnig, dong … Pstawilam oczy w slup, bo ktoz to … przeciaz nie spodziewalismy sie zadnych gosci. A po chwili szczeke se podeptalam, bo to Marki przyszly …

Zostalam napadnieta pieknym bukietem kwiatow, zielona herbata i paczka kakao w ziarnach, byly tez zyczenia i usciski …

Zrobilam kawe i herbate, co by gosci napoic i zaczelam se glowe lamac czym by ich tu nakarmic … Chleb mi sie skonczyl i wlasnie wyciagnelam zakwas co by sie ogrzal, wiec z kanapek nici … W zamrazarce nic takiego co by mozna na szybko odmrozic, a bigos ktory tam byl, zjedlismy wczesniej. Klapa na calej lini. Mogla bym zajsc do sklepu za rog, ale Marek nie jada byle jakiego chleba. Ryz z owocami odpadal, bo zanim one by sie odmrozily, to sporo wody by w Tamizie musialo uplynac. I nagle mysl zlota wpadla mi do glowy: “makaron z pesto, albo z bialym serem”. Dopytalam ktora wersje wola i poszlam do kuchni i za 15 minut juz jedlismy makaron z serem. A potem Gandalf zarzadzil przyniesienie tej wisniowki, na ktora go namowilam i za sprawa ktorej zostalam w sklepie ta: “ktora zawsze namawia do zlego”.

Posiedzielismy, pogadalismy, posmialismy sie … A potem zrobilo sie po 20-stej i Marki stwierdzily, ze musza wracac do siebie, a tu nie ma to czy tamto, bo czekalo ich 1.5h jazdy. Dalam im kawe Prime, sztuk dwie i sloik miodu prawdziwego, polskiego. My kupujemy sobie miod, u takiego jednego, milego pana, na marginesie naszego rodaka, na Vauxhall, a dokladnie to na New Covent Garden Market i zawsze bierzemy tez dla Markow.

To byla bardzo mila niespodzianka i nic to, ze gosci czestowalam makaronem z serem, bo jak bym wiedziala,to nie bylo by niespodzianki, a ja lubie takie niespodziewane niespodzianki 🙂

A potem, jeszcze zanim poszlam spac i mieszlam zaczyn na chleb, patrzac na bukiet kwiatow ktory dostalam od syna, nic to, ze synowa wybierala, przypomnialo mi sie takie jedno zdarzenie ktore sobie uwiecznilam wpisem na starym blogu:

POST Z BLOXA

Dwie dzisiejsze smutne refleksje …                              poniedziałek, 20 grudnia 2010

Pierwsza: Jadac do weta po tabletki dla Rufusa, po wyjsciu z przejscia podziemnego, przy kwiaciarni, zobaczylam chlopaka ludzaco podobnego do mojego syna. Stal do mnie tylem, wiec nie widzialam jego twarzy, ale wzrost ten sam, taki sam kolor wlosow i ukladaly mu sie tak samo, nawet dlugosc pasowala, takie same ruchy, gesty … rozmawial ze sprzedawca. Jak go zobaczylam przystanelam zdziwiona, M. nie M., chwila niepewnosci, tym bardziej, ze zapowiadal sie na dzisiaj, ale bylo za wczesnie, ja przeciez mu pisalam zeby nie przychodzil wczesniej jak po poludniu, bo mnie nie bedzie. Pomimo tego, ze wiedzialam, ze to nie moj syn, bo kurtka nie taka, a on na pewno sobie nowej nie kupil, bo … poprostu nie ma pieniedzy, bo nie pracuje … Poza tym o tej porze nie mogl to byc on, bo byla dopiero 10.40, a ja znajac swoje dziecko nie liczylam na to ze pojawi sie wczesniej jak kolo 14-stej. Pomimo wszystko, wrazenie bylo tak silne, ze dochodzac do przystanku odwrocilam sie kilka razy patrzac za siebie. Chlopak z bukietem kwiatow poszedl swoja droga, a ja stojac na przystanku myslalam sobie, ze: “zyczylabym sobie bardzo aby moj syn stal tak jak ten chlopak przed kwiaciarnia kupujac kwiaty, w nowej kurtce, bo znaczylo by to, ze ma prace” … I pojawila sie w mojej glowie taka mysl ze, moze to znak … dorby znak, ze moze nareszcie bedzie dobrze i ze, moj syn wezmie nareszcie swoje zycie w swoje rece i zacznie robic to o czym dotychczas ciagle mowil ze – on by chcial … I tak zatrzymalam sobie ten obraz w pamieci jak prezent od “kogos tam z gory” a moja wyobraznia maluje dalszy ciag tego obrazka …

A druga: Sprawdzalam dzisiaj moje “futra” czy nie maja dzikich skaczacych lokatorow. Rozgarniajac miekka, puszysto – polarkowa siersc Rufusa, calkiem przypadkowo na jego zadzie znalazlam malutkie, lyse, elipsowate miejsce, zatrzymalam sie w tym momencie, dobrze wiedzialam co to jest, wrocilo zle wspomnienie. Zamyslilam sie czy on to jeszcze pamieta, albo raczej jak on to pamieta, koty maja dobra pamiec. Ja pamietam i zawsze jak o tym pomysle czuje zal i zlosc. Takich sladow, on ma wiecej na swoim kocim ciele, sa to blizny po papierosach. Ale dokladnie napisze o tym innym razem.

Ten post zaczelam pisac po 16-stej, teraz jest po 21-szej, moj syn nie dotarl dzisiaj, nie wiem dlaczego. A ja czekalam.

——————————————————————————————————–

Dostalam, marzenia jednak sie spelniaja … Moj syn przeszedl dluga i bardzo wyboista droge, ale teraz jest dobrze i jestem z niego dumna …. I ciesze sie z urodzinowej niespodzianki i z bukietu kwiatow, ktory ostatecznie jednak stoi w kuchni i jak cos tam robie to sobie na niego patrze, a cieszy nie tylko moje oczy, bo na dodetek ladnie pachnie.

Dziekuje Ci synku za te kwiaty i za ta niespodzianke, dziekuje Ci za to dzisiaj w dniu moich urodzin 🙂

Dzisiaj skonczylam 54 lata.

Ps. A kurtka chlopaka z mojego wspomnienia, byla bordowa z granatowymi wykonczeniami, ten obraz nie zatarl sie w moich wspomnieniach.

7. KUSTYK …

W pietak bylam z Minkiem u weta. Od grudnia dostawalam przypominajki o szczepieniu, slownie trzy. Chociaz ostatnie szczepienie bylo koncem stycznia, ubielego roku 2018. Okres dzialania tych szczepionek jest i tak dluzszy niz rok, wiec sie nie spieszylam az tak bardzo.

Mialam to zrobic na poczatku lutego, ale mojego artyste w tym czasie cos ujabalo w bok. Z moich ogledzin wynikalo, ze bylo to cos wiekszego od niego, wiec moze, byl to lis. Ewidentnie zlapalo go za bok i wbilo zebiska, wbilo je z tylu, w okolicy uda, ponizej kregoslupa i z dolu gdzies na lini brzucha. Obserwowalm, codzinnie sprawdzalam co sie z tym dzieje, ale niestety zaczelo sie babrac …. Naparzylam rumianku i smarowalam nim na zmiane z woda utleniona i podalam mu antybiotyk, ktory pozostal mi po tym jak cos, wczesniej uzarlo go w lape i bylam z nim wtedy u weta, bo krew sie lala cala noc, az do rana, a lapa napuchla jak balon, dostal wtedy 10 tabletek, ale po pieciu wszystko sia pieknie zagoilo, wiec reszte schowalam do szafki. Przydalo sie.

Samrowalam to tym rumiankiem i woda utleniona przez dwa dni. W pierszy dzien wycisnelam troche ropy, tyle na ile mi pozwolil, ale widac to wystarczylo, bo po antybiotyku, podawanym przez piec dni, dwa razy dzinnie po pol tabletki, wszysko sie pieknie zagoilo. Postanowilam odczekac jeszcze ponad tydzien, zeby miec pewnosc, ze wszystko jest w pozadku i dopiero potem go zaszczepic. Niestey  w tym czasie pojawil sie kolejny problem … Jednego dnia z przerazeniem zauwazylam, ze moj kot z trudem, w jakich dziwacznych palsach schodzi po schodach … Poprzedniego dnia zbiegal lekko jak zwykle, a tu nagle taki dzonk … No ja pierdole, jak nie urok to sraczka, nie ma to jak miec na stanie, dwa stare kociska, ktore powoli zaczynaja sie sypac …

Obserwowalm te dziwaczne plasy caly dzien, zrobilam filmik jak schodzil po schodach, usilowalam zrobic, jak kreci sie po kuchni, ale to mi sie nie udalo … Na nastepny dzien zabralam go na spacerek i rowniez probowalam zrobic filmk, raczej z marnym skutkiem …  Powiedzialam Gandalfowi, ale nie bylam pewna czy zakodowal … Minio niby, ze mial ochote wychodzic na pole, ale ostatecznie rezygnowal i po dwoch dniach objawy mocno zelzaly …

Powiedzialam Gandalfowi, ze to szczepeienie i ten problem, zapytal ile kasy bede potrzebowac … Ostatnie szczepienie kosztowalo mnie £50, ale Rufusowi skonczyly sie tabletki, a one kosztuja jakies £15, no i nie wiem czy to nie podrozalo, zapytal czy jak mi przeleje stowe to mi wystraczy i powiedzial zebym mu karte dala … przelal mi £150

Poniewaz moj angielski jest nadal mocno kulawy, przed wizyta porobilam sobie notatki … Moglam poprosic Krzyska, bo siedzi w domu i nic nie robi, ale trzeba umiec sobie radzic samemu …

Poradzilam sobie, notatki byly bardzo pomocne, pokazalam filmik jak Minio schdzcodzi po schodach …. Wetka kazala mi go postawic na podlodze, bo chciala zobaczyc jak on chodzi … na szczescie Minio postanowil wspolpracowac i lazil  po gabinecie, co prawda nie bez mjej pomocy…

A potem, dzonk, pamietala, ze mowie po polsku, od ostatniej choroby Rufusa, rok temu, rzuciala pytaniem: “are polish” i napisala mi diagnoze w translatorze:  “ja mysle, ze on moze miec problem z  biodrami, na razie damy mu srodek pzeciwbolowy, a po tygodniu jak to nie pomoze, to mozemy zrobic przeswietlenie” …

Zapytalam czy szczepienie moze byc zrobione dzisiaj, powiedziala, ze tak. Potem jeszcze dopytalam o koszt przeswietlenia, to bagatela tylko, okolo £200 …. I powiedzialam, ze pootrzebuje prednisolone dla Rufusa, 40 tabletek …

Poszlam do recepcji, zaplacilam …. Nie bylo tak zle £77

Dzisiaj, sobota, wrzucam w wyszukiwarke: “koty stawy biodrowe leczenie” i co widze, ze u kotow to raczej nie czesta dolegliwosc … nosz kurwa wiem, u psow duzych ras to tak, ale u kotow … ? i to tych nie rasowych … ? Nosz cholera, czy ten moj faworyt, nie moze sobie wymyslic bardziej standardowych przypadlosci … ? Czy on zawsze jak juz cos, to musi z grubej rury, tam gdzie koszt najwyzszy … ? I kurwa nie wiem, czy to jakos podobnie jak u psow, ze moga zyc bez tych stawow biodrowych … I juz kurwa nawet nie chce wiedziec jaki jest koszt takiej operacji ….

Nosz kurwa, no poprostu nie wiem … a ja tak kocham tego oszoloma, Nie chce zeby cierpial …

A tak na marginesie, takim wielgachnym marginesie, to jak wetka postawila go na wage i powiedzila, ze wazy 6,100kg to mi cycki opadly … i powiedzialam jej tylko, ze on kocha jesc i ze caly czas kradnie jedzenie Rufusowi …

On zazwyczaj wazyl 5.5kg weic teraz ma spora nadwage.

Jak wrocilam do domu, to zarzadzilam definitywnego bana na miche, bede gada zamykc w salonie jak Rufus bedzie mamlal swoja porcje, bo Minka ni jak nie mozna upilnowac … on wciaga zarcie nosem w tempie nadswietlnym czy jakims tam …

I nie wiem, na aprawde nie wiem, co z tym problemem bedzie dalej …  

6. NOWE IDZIE I NIE BEDZIE LATWO, ALE …

Skopiowalam sobie wszystkie posty z bloxa, recznie, post po poscie, powoli po kilka dziennie, razem z komentarzami i zdjeciami. Narazie mam ta cala swoja pisanine, ten swoj, mozna powiedziec pamietnik, w dokumentach na gmail’u, potem zastanowie sie co z tym zrobic, jak uwiecznic … mysle, ze corka bedzie chciala, a moze i syn.

Tutaj nie bede importowac postow z bloxa, skopiowalam sobie tylko te z tego roku i wystarczy. Pierwsze sie nad tym zastanawialam, ale posty bez zdjec byly by takie niepelne, komentarze nawet bym przebolala, ale bez zdjec bylo by, tak lyso.

Nawet probowalam z tym importem, ale cos mi nie poszlo, pewnie wlasnie w tej chwili internet mi padl, nie, to nie wina naszego netu, ale mojego laptopa, od jakiegos czasu mam z tym problem, ciagle wywala mnie z netu, a kabla nie widzi, sluby cos tam kombinowal, ale nie moze dojsc o co chodzi, a syn sie smieje i nakazuje zainstalowac LINUXA, bo podobny problem miala jego Dorota i po zmianie systemu wszystko jest OK.

Probowalam nawet dwa razy, ale nic mi z tego nie wyszlo i doszlam do wniosku, ze kto czytal moje wypociny wczesniej, to wie co i jak, a ci co zaczna od teraz, to beda mieli tak jak by czytali od poczatku.

Teraz czeka mnie trud okielznania tego nowego miejsca i to nie bedzie dla mnie latwe. Ja nie jestem dobra w te klocki i nie chcecie wiedziec ile “kurw”  i “ja pierdole”, polecialo dzisiaj jak zakladalam tego nowego bloga i ile newrow mnie to kosztowalo, a to jeszcze nie koniec …. A jakie jazdy mialam przy dwoch pierwszych, kopiowanych postach, to nawet nie wspomne … Dobrze, ze Rufus nie usilowal mi wtedy wlazic na glowe, co ostatnio robi notorycznie, bo mogl by sie zdziwic … A jak zobaczylam, ze post kotry potraktowalam na zasadzie: “kopiuj” a potem “wklej”, skopiowal mi sie razem ze zdjeciami, to wpadlam prawie w euforie, tylko, ze nadal nie wiem jak sie te zdjecia tutaj zamieszcza … ale nie tylko to jeszcze przede mna …

To dobra nasza, a wlasciwie moja, zaczynamy, przygodo ahoj …

5. INTUICJA TO BZDURA

środa, 27 lutego 2019

Intuicja (z łac. intuitio – wejrzenie) – sądy oraz przekonania pojawiające się bezpośrednio, niebędące świadomym operowaniem przesłankami, rozumowanie bez uświadamiania procesu dochodzenia do rozwiązania problemu.

Intuicja objawia się w postaci nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzega się myśl, obraz, rozwiązanie problemu lub odpowiedź na nurtujące pytanie. Często mylona jest z przeczuciem o podłożu emocjonalnym. Natura intuicji wynika z tego, że jest ona procesem podświadomym, którego nie można kontrolować, można jedynie dopuszczać lub odrzucać podawane rozwiązania. Intuicja służy kreatywności i działa na różnych poziomach (ang. basic, proimitive i sofisticated).

Intuicję, jaka jest bardziej pojęciem potocznym i beletrystycznym aniżeli naukowym, wiąże się czasem z wyróżnianym we współczesnej psychologii kognitywistycznej rozumowaniem intuicyjnym, zwanym też „doświadczeniowym” lub skojarzeniowym, nad którym prowadzone są w ostatnich czasach liczne badania empiryczne, w tym i pod względem korzystania z tzw. informacji nielokalnych.

To tyle z wikipedi

A w moim zyciu wyglada to tak:

Podobno maja ja wszyscy, ale czesc ludzi poprostu nie dopuszcza jej do glosu. Ja od dziecka slyszalam, ze mam duza intuicje, niestety nie pamietam kto i w jakich okolicznosciach mi to mowil, ale sam fakt utkwil mi w pamieci.

Nie raz potrafilam sie zachowywac zupelnie iracjonalnie, tylko dlatego, ze nagle w mojej glowie pojawil sie jakis impuls, czy mysl:

Kiedys, jak dzieci byly jeszcze male, mialam isc z nimi do lekarza, nie pamietam w jakiej sprawie, ale czulam sie tak jakby mnie cos usilowalo w domu zatrzymac i czulam sie z tym bardzo zle. Szarpalam sie tak dluzsza chwile pomiedzy koniecznoscia zalatwienia sprawy, a iracjonalnym uczuciem, ze lepiej bedzie jak dziaisaj zostane w domu i kiedy podjelam decyzje, ze jednak zalatwie to jutro, od razu poczulam sie dobrze. Nastepnego dnia w przychodni dowiedzialam sie, ze poprzedniego dnia nie bylo naszego lekarza (byly to czasy kiedy nie mielismy jeszcze w domu telefonu)

Albo, siedze sobie i dziergam cos, a w domu panuje “artystyczny nielad”, ale nikmu to nie przeszkadza, a mi sie poprostu nie chce, lenia mam … I nagle, pomimo, ze wcale nie musze robic tego w tej chwili, i wcale mi sie nie chce, zrywam sie i zabieram za sprzatanie, bo nagle dostalam impuls, ze musze to zrobic w tej chwili … wieczorem przychodzi ktos z niezapowiedziana wizyta ….

Najlepsze w moim wydaniu jednak jest, kiedy zamias sobie spokojnie czytac, czy dziergac, nagle rzucam to w kat i zabieram sie za gotowanie gara zupy, czy innego zarcia i to pomimo tego, ze w lodowce mam obiad do odgrzania i nie bylo by nic dziwnego w tym, gdybym lubila gotowac, ale ja nie lubie tego robic. Zawsze sie sobie wtedy dziwie i zawsze wychodzi na to, ze dobrze zrobilam, bo cos mi, albo nam wyskoczylo i nie miala bym czasu, a tak mam gar zupy i nie musze sie martwic.

Takich sytuacji w moim zyciu bylo wiele i zawsze kiedy posluchalam swojej intuicji wychodzilam na tym dobrze, a kiedy wbrew niej, kierowalam sie logika, konczylo sie to zazyczaj nieciekawie.

Teraz na przyklad zaluje, ze nie naciskalam na Gandalfa, w sprawie stalej rezydentury. Z moim Gandalfem, to jets taka dziwna sprawa, ze on wierzy w moja intuicje, ale tylko kiedy ona dotyczy mojej osoby, a kiedy dotyczy nas obojga, on kieruje sie wlasna logika i dlatego teraz zamiast spac spokojnie, zastanawiamy sie jak to bedzie dalej ….

A ja od poczatku mojego pobytu w Londynie, wiedzac o tym, ze my chcemy tu zostac, mialam w glowie mysl o stalej rezydenturze, a nawet zastanawialam sie nad obywatelstwem. Pytalam go o to, ale zbyl mnie mowiac, ze rezydenture mamy z urzedu i ze, w takim ukladzie po co nam obywatelstwo, jak jestesmy obywatelami UE. Pamietam, ze kilka razy poruszalam ten temat, ale on zawsze mnie zbywal i usilowal przekonywac, ze to on ma racje … Potem kiedy mialo byc referendum w sprawei Brexitu pamietam, ze zapytalam go co bedzie z nami jak ludzie zaglosuja za wyjsciem z uni, oburzyl sie i stwierdzil, ze: ludzie nie sa tacy glupi”, okazalo sie, ze jednak sa … A gdyby mnie posluchal teraz mielibysmy stosowny papier w rece i spokojne glowy.

Poza tym z ta intuicja to jest tak, ze sa osoby ktore niejednokrotnie usilowaly mnie przekonac, ze to bzdura, a wszystko i tak pokierowane jest zawsze czysta logika. Ja jakos nie jestem przekonana, bo moje doswiadczenia najczesciej z logika nie maja nic do czynienia.

A jak wytlumaczyc logicznie to, czego doswiadczylam akurat teraz:

Jakos dwa tygodnie temu, zaczelam kopiwac mojego bloga, tak po 10 postow dziennie, a po co? A po to, ze nagle poczulam, ze musze to zrobic, bo przyszla mi do glowy mysl, ze w tym necie to nigdy nic nie wiadomo, bo gdzies tam kiedys czytalam, ze komus zniknal caly blog, a komus innemu zdjecia, czy czesc postow … Malo tego, to mysl byla bardzo uporczywa i nakazywala pospiech. A dzisiaj dostalam maila, ze blox bedzie zlikwidowany …

Tak wiem, ze jest mozliwosc przeniesienia tego w inne miejsce i ja to zrobie, ale i tak skopjuje to sobie tak na wszelki wypadek.

A na koniec jeszcze cos z czym zgadzam sie w 100%

„Twoja intuicja przemawia i zazwyczaj ma rację. Intuicyjny umysł jest świętym darem a racjonalny umysł jest wiernym sługą. Stworzyliśmy społeczeństwo, które honoruje sługę i zapomina o darze… Rzadko można spotkać tych, którzy widzą coś na własne oczy i jednocześnie doświadczają tego własnymi zmysłami. ”

-Katherine Pancol-

4. ROCZNICA

czwartek, 21 lutego 2019

   Dzisiaj jest nasza 32 rocznica slubu.

Kilka dni temu to policzyam, poniewaz nigdy nie obchodzilismy tego dnia, wiec zylismy w niewiedzy … A dzisiaj pijemy drinka i mamy swiadomosc tego, ile lat temu przysiegalismy sobie, ze ……, przed urzednikiem w Urzedzie Stanu Cywilnego.

Nie mamy z tego dnia zadnych zdjec, poniewaz kolorowy film do aparatu, jaki nabyl  wtedy Gandalf, okazal sie towarem wybrakowanym i zdjecia nie wyszly, ot taka slubna niespodzianka.

A jak tak zaglebilam sie w te wyliczanki, to wyszlo mi, ze:

Corka skonczy w tym roku we wrzesniu – 36 lat

Syn w styczniu skonczyl – 34 lata

A my znamy sie juz – 38 lat i jestesmy para

……..

To nasze zdjecie z 2012 roku

A to zdjecie z ubieglego roku, oba zdjecia sa zrobione w Clacton on Sea i oba zdjecia robila nam Mira, nasza wnuczka.

3. PATRZAC NA ZDJECIE

sobota, 16 lutego 2019

Lubie to zdjecie, a wlasciwie byla to taka sesja zdjeciowa o poranku. Bylo to rok temu, dokladnie 11 lutego, a w poniedzialek rano dostalam przypominajke na fejsie i sie zamyslilam …

Podnoszac glowe znad laptopa i wygladajac na patio zauwazylam, ze poranek jest sloneczny jak wtedy, podobnie jak rok temu.

Na tym zdjeciu widac czesc moich pasji, tego co lubie, co przynosi mi radosc:

Minio ktory oglada “kocia telewizje”, siedzac obok moich storczykow, a koty to moja wielka milosc. Nie ma na tej fotografi Rufusa, ale byl wtedy w sypialni.

Storczyki od jakiegos czasu mnie fascynuja i tylko z braku odpowiedniego miejsca mam ich tak niewiele. Te kwitnace, to “mama” i “dwoje jej dzieci”. “Mame” uratowalam przed utopieniem, jakies 10 lat temu. Wyrzucona, bo zmarniala i wygladala brzydko, pozbieral Gandalf i przytargal do naszego pokoju. Ja adoptowalam to marne cos, dogladalam, przesuszylam, dbalam, a potem ot tak, na pedach kwiatowych pojawily sie malenkie keiki, dzieci.

Widac tu rowniez moje hobby, dziergotki jak je czasem nazywam. Na pierwszym planie moja wiosenna czapka, ktora uwielbiam, zrobilam ja dwa lata temu wiosna. U gory wisza “serduszkowe” lampiony, naszlo mnie na te serduszka rok temu, w styczniu. Dalej wisi moja zielistka, ktora dostalam jako malenka sadzonke od Doroty i zrobilam dla niej ten szydelkowy koszyczek. Dostalam ja w pazdzierniku i do lutego juz sporo podrosla, a teraz jest jeszcze wieksza i musze ja przesadzic i zrobic wiekszy koszyczek, pomysl mam juz w glowie. A ten lapacz snow, ktory jest za zielistka, teraz, od pazdiernika, wisi na oknie u Psoty, czekala na niego ponad rok. Zrobilam go w czerwcu 2017 i byla to pierwsza moja praca tego typu.. Wyslalam zdjecie Psocie, zachwycila sie i odpisala: “tez chce taki”. Kiedy jej go wreczalam cieszyla sie jak dziecko 🙂

Mam tez pasje ktorych na tym zdjeciu nie widac: Ksiazki, ktore kocham, czytac, kupowac i miec, film dokumentalny z ktorego, zawsze moge sie dowiedziec czegos ciekawego i dobre kino … ale czy to wszystko …

Jest i Rufus, caly czas kiedy pstrykalam zdjecia tam byl …

Rufus, Feniks, wtedy juz prawie zdrowy, juz prawie doszedl do siebie po ciezkich chwilach na poczatku roku … A teraz? Teraz jest roznie, czasem ma gorsze dni, czasem czuje sie zle i wtedy spi zwiniety w klebek, a czesem chowa sie w kntenerku,  czasem nie ma apetytu, a potem nadrabia braki, ale nadal jest z nami i ciagle potrafi nas czyms zaskoczyc, albo podniesc mi cisnienie jakims swoim durnym pomyslem.

2. DZIEN BABCI …

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Na fejsie, na wszystkiech robotkowych grupach, dziewczyny pokazuja rzeczy robione z mysla o dziadkach, jakies kartki, roznego rodzaju zawieszki, pieknie oprawione zdjecia wnukow, czy inne kubki … Tak sobie to ogladam i sie zachwycam, niektore rzeczy podobaja mi sie bardziej, a inne mniej, ale sa takie przy ktorych zatrzymuje sie na chwile, bo sa naprawde sliczne.

A ja kiedys robilam dla swojej babci Frani, zwykle laurki, nie pamietam juz jak dlugo i na jakie okazje. W pamieci mam tylko migawki tych laurek, tego jak je wreczam, jak ona sie cieszy i mnie przytula, caluje w policzek. Pewnie nie czesto dostawala je akurat w dniu swojego swieta, bo mielismy do niej kawalek drogi, a mama przeciez pracowala, ale jak bylam mlodsza to bywalismy u babci prawie w kazda niedziele. Latem jak u niej bylam, to czesto zrywalam dla niej kwiaty i ukladalam je w ladne bukiety, ot tak bez okazji, zawsze mi dziekowala i wkladala je do jakiegos sloika.

Jak bylam starsza to chyba nie zawsze pamietalam akurat o tym dniu, ale pamietam, ze potem robilam inne prezenty, np skarpety na drutach.

Tylko moja bacia, jak bylam mala brala mnie na kolana i przytulala. To ona opowiadala mi bajki i smiala sie ze mnie, kiedy usilowalam jej w sekrecie wyszeptac cos,do tego ucha na ktore nie slyszala.

Moja babcia gdyby zyla, miala by teraz 114 lat, a dziadek 119, byl od niej 5 lat starszy, oboje umarli w wieku 89 lat.

Mojemu dziadkowi lata liczyly sie same, zreszta tak jak mojej starszej wnuczce, on urodzil sie w 1900 roku, a ona dokladnie 100 lat po nim.

Moj dzadek do konca byl sprawny intelektualnie, mial dobra pamiec i nie opuscilo go, jego specyficzne poczucie humoru. Pod koniec zycia juz nie chodzil i pamietam go lezacego na tapczanie, otomana zwanym. W duzej mierze opiekowala sie nim moja siostra, myla go, zmieniala mu cewnik, wozila do lekarzy … Troche miala ulatwione zadanie, bo wtedy pracowala juz jako polozna, byla tez na miejscu, bo od 16 roku zycia mieszkala u babci.

Moja babcia do konca zycia byla sprawna fizycznie, ale niestety miala skleroze i np moich dzieci nie poznawala, nie wiedziala, ze to sa jej prawnuki, mnie tez przestala poznawac i nic nie pomagalo kiedy mama jej mowila: “to jest Gosia, Twoja wnuczka”, nie kojarzyla ani Gosi, ani wnuczki, bylam dla niej jak obca. Zapomniala o tym, ze jej mlodsza corka nie zyje i moja Magde brala za Janke i wysylala ja krowe pasc. Przez dobrych kilka ostatnich lat byla z nami cialem, ale nie duchem. Pod koniec jej zycia moja mama zamieszkala z nia, bo nie mogla juz byc sama.

Moi dziadkowie odeszli, pozostali w moich wspomnieniach i na starych zdjeciach, byli to rodzice mojej mamy.

Mojej babci nie ma juz z nami od 25 lat, a dziadka od 30-stu.

Niestety mialam tylko jednych dziadkow, druga bacia umarla w 1949 roku, na gruzlice, miala niespelna 37 lat, moj ojciec mial wtedy 15 lat, a jego brat 8. Co do mojego drugiego dziadka, to jest sprawa owiana tajemnica, moj ojciec nigdy nie powiedzial nam, kto byl jego ojcem.

Wszyscy krewni ktorzy znali moja bacie Leontyne, zawsze mowili, ze jestem ludzaco podobna do Loni, a zdjecia to potwierdzaja. Jak sie potem dowiedzialam, od cioci Marysi, kuzynki ojca, to talent plastyczny odziedziczylam nie tylko po mojej mamie, ale i po babci. Ona robila na drutach i szydelku: czapki, swetry i inne czesci garderoby, robila tez zabawki dla dzieci i sprzedawala to w swoim sklepiku. Hodowala kroliki angory, skubala je i potem z tej siersci przedla wloczke. Podobno rowniez rysowala.

Kiedy mialam nascie lat czesto siadlam na krzesle i wpatrywalam sie w jej portret wiszacy na scianie.

Dzisiaj zadwonila corka, ale mala Kasia nie chciala ze mna gadac i nie chciala zaspiewac: “100 lat… “, tylko pod stol wlazla.

A starsza napisala zyczenia na FB, milo mnie tym zaskoczyla, bo ostatnio nie zawsze pamieta …

Babcia – Frania   28. IV. 1905 – 5. V. 1994

Dziadek – Antek 20. VII. 1900 – 25. VI. 1989

Babcia – Lonia  1912 – 24. XI, 1949

1. SKONCZYL SIE STARY I ZACZAL NOWY

czwartek, 17 stycznia 2019

Znowu licznik sie przewinal, byl kolejny sylwester i nowy rok sie zaczal, ba polowa stycznia juz za nami …

A ostatni rok byl jak kazdy poprzedni, bylo w nim troche dobrego i troche zlego, troche smutku i troche radosci, troche strachu i troche nadziei, ot samo zycie … A zycie jak ten kwiecien, ktory wciaz przeplata … i tak mija rok za rokiem.

Miniony rok na poczatku przyniosl nam starch, ze moze przyjdzie pozegnac przyjaciela, ale jednak nie. Rufus sprawil nam niespodzianke i zostal Feniksem. Potem jeszcze podniosl mi pare razy cisnienie, ale obylo sie bez leczenia u weta.

Potem zalatwilam pewna sprawe, pewien klopot ktrego nabawilam sie przez niedopatrzenie i zapominalsto. Pomogl mi w tym Krzysiek, bo to jego poprosilam, zeby zadzwonil do tam w moim imieniu. Kosztowalo mnie to troche nerwow i kasy, ale mam to juz z glowy i na drugi raz bede madrzejsza.

Zyskalam nowego klienta na sprzatanie, ale mi sie rozchorowal i to chyba powaznie, bo kilka razy byl w szpitalu, a pierwszy raz zabralo go pogotowie z domu. Ostatni raz kiedy do niego pisalam tez byl w szpitalu i zaraz potem zrezygnowal z mojej pracy. No coz, trudno, dobrze mi sie tam sprzatalo.

Na wakacje przyleciala wnuczka, miala szukac pracy, ale jej nie szlo … nie chcialo sie … niepotrzebne skreslic. Marek, czyli wujek, pomogl jej w umowieniu sie na spotkanie, w celu wyrobienia NIN*. Poswiecil swoj czas, bo dzwoniac w takie miejsca trzeba czekac na swoja kolej, czasem krocej, czasem dluzej, zalezy jak sie trafi i sluchac tej irytujacej muzyczki. Niestety nudzilo sie pannie niemilosiernie i swoim zwyczajem zaczela zrzedzic i narzekac, a potrafi byc w tym niesamowicie upierdliwa. Nagle wszystko byo nudne i beznadziejne i do dupy, a ona tam u siebie przeciez mogla zbierac jakies truskawiki czy cus … Zapytalam ja tylko, po jaka cholere wogole chciala przyjechac i dowiedzialam sie, ze mama jej kazala … Ot taka ciekwostka przyrodnicza. A ja dobrze pamietam, ze mloda juz wiosna sama z siebie pytala, czy bedzie mogla na wakacje jak co roku, a mama dopiero przed koncem roku szkolnego zadala to pytanie. Ostatecznie panna zrobila sie nudna jak flaki z olejem i upirdliwa jak styropian zgrzytajacy po szybie i dziadek majac tego dosc kupil bilet powrotny. Nie doczekala Mirusia na termin wizyty w urzedzie i tym sposobem zamknela sobie droge do pracy w Londynie. No coz jej wybor, w koncu doczekla sie doroslosci i teraz moze robic co chce, nie zatrybila jeszcze tylko tego, ze potem za zle wybory dlugo ponosi sie konsekwencje.

Pierwsze mielismy prawie syberyjska zime, a potem latem afrykanskie upaly. I jak dlugo mieszkam w Londynie, a na poczatku listopada minelo 10 lat, to takiego piekielnego goraca tu jeszcze nie doswiadczylam, zreszta takiej mroznej zimy rowniez.

Potem jesienia spotkala mnie przykrosc, poprosilam o podwyzke a dostalam zielona trawke. Po mojej prozbie nastapila dziwna wymiana maili, ktora ostatecznie mnie wkurzyla i napisalam, ze jak nie dostane podwyzki to zostawie klucze w biurze. Odpowiedz dostalam jak bylam w drodze z domu do biura, ale nie bylo w niej nic o podwyzce. Pewnie bylo tak jak stwierzila Dorota, ze juz wczesniej znalezli sobie kogos na moje miejsce. Troche bylo mi przykro, bo uwazam, ze nie robi sie tak z dlugoletnim pracownikiem, ale widac tylko ja tak mysle. Sprzatalam u nich prawie 10 lat.

Jak bylam juz wolna jak ptak i nie musialam sie martwic piatkami, pojechalismy do Polski. Zaliczylismy Bielsko, a tam zatrzymalismy sie u Psoty, czyli w moim mieszkaniu. Tak musze w koncu przywyknac do tego, ze ono jest moje, w koncu mamy juz trzy lata nie ma. Owiedzilam brata, a nawet siostre, ktora po trzech latach nie odzywania sie do mnie, nareszcie odpowiedziala na moje wiadomosci.

A potem pojechaloismy do Przeworska, do corki. Pogoda byla piekna, jezdzilismy na dzialke sadzic jakies maliny tudziez inne drzewka i wszystko bylo by super gdyby nie to, ze w drodze powrotnej fordzik sie zbiesil i tym sposobem zaliczylismy kolejna podroz zycia. Przygoda, przygoda kazdej chwili szkoda …

A potem to juz byla tylko zwykla szara codziennosc i dzien za dniem mijal az do swiat.

A zeby nie bylo mi nudno to w odwiedziny, takie gdzie gosc mchem zarasta, przybyla do mnie BEZSENNOSC, pewnie w zamian za migrene. A ta druga chyba sie na mnie obrazila, bo jak wyladowalam na zielonej trawce, to jakos dala mi spokoj i co najwyzej przycmi lekko rano i szybko daje dyla w sina dal, za to BEZSENNOSC hula na calego.

Swieta spedzilismy u syna, nie cale, ale wigilie i dzien po, czyli pierwszeswieto, a potem musielismy wracac do domu, bo koty nie mogly byc dluzej same. Tym razem pojechalismy tam, razem z Krzyskiem.

Na sylwestra bylismy sami, chociaz w pierwotnym planie byla rewiyta Marka i Doroty, ale niestety sie pochorowali, a Krzysiek poszedl gdzies do znajomych. Dobrze nam bylo we wlasnym towarzystwie, zjedlismy salatke, wypilismy po drinku, obejrzelismy sobie jakis fim, a o polnocy zwnieslismy toast szampanem, za nasze lepsze … Koty nawet niezle zniosly tegoroczne huki noworoczne, chociaz Rufus przez chwile chodzil na niskim zawieszeniu, ale potem usiadl sobie blisko nas i bylo spoko.

A teraz zastanawiamy sie kto zamieszka w mieszkaniu po Patrycji, pewnie przydziela je jakiesjs rodzinie, bo tam sa trzy sypialnie, male bo male, ale trzy. I oby to byla jakas normalna rodzina …

A co przyniesie Nowy Rok? Tego to nawet najstarsi gorale nie wiedza, ale ja mam obawy w zwiazku z Brexitem … Po ostatniej wojnie bohaterow wywalali i kto mogl pojechal dalej do jakiejs Australi, czy innej Ameryki … A teraz nie wiadomo co sie tutaj dzieje i nikt nie wie jak ten cyrk sie skonczy, politycy z Terska na czele tez tego nie wiedza … Widac kazde panstwo musi miec swoja makrele albo jakis PIS.

Nigdy nie robilam zadnych noworocznych postanowien i teraz tez tego nie zrobilam, ale tak sobie pomyslalam, ze mogla bym sprobowac pisac jeden post tygodniowo i sama jestem ciekawa czy mi sie to uda.

A czego zycze sobie na ten Nowy Rok?

Zycze sobie tego zebysmy mogli tu zostac, bo do Polski nie mamy do czego wracac i zeby moj sen sie spelnil!

* NIN – National Insurance Number (u nas jest pesel a tutaj NIN)