W niedziele wybralsmy sie do polskiego sklepu, po kilka rzeczy ktore mi sie skonczyly, a moge je kupic tylko tam. Lazilam tak sobie tam, pomiedzy polkami, szukajac tego co mi bylo potrzebne, a jak juz mialam prawie wszystko, to podeszlam do Gandalafa i rzucilam pytaniem: “bierzemy kawe dla kosmitow” i dopiero przy tych ‚kosmitach’ zorientowalam sie, ze on gada przez telefon … A Gandalf na ten tychmiast odbil moja pileczke i rzycil pytaniem w telefon: “kosmici macie kawe?” Upsss … No i wydalo sie … Kawa “specjalna” – Prima, ziarnista, bo tylko taka pijaja Marki.
“Marki” tak mi sie to spodobalo, jak pierwszy raz uzyla tego okreslenia Psota, pytajac mnie o cos dotyczacego mojego syna- Marka i jego Doroty, ze tak mi juz zostalo i teraz, jezdzimy do Markow, albo pieke chleb dla Markow itp …
A po zakupach poszlismy do polskiej knajpy na pierogi, ja mialam mala porcje ruskich, czyli 5 sztuk, a Gandalf wzial sobie duza porcje z miesem, sztuk 10. Wypilismy po kawie i potem udalismy sie w droge powrotna do domu.
A w domu, pierwsze pochowalam wiktualy do szafek i lodowki, a potem nakarmilam chlopakow. A Gandalf, o dziwo, zabral sie za chowanie swoich szpargalow, ktore zalegaly na stole. Jakos mnie ten fakt nie zastanowil, ze tylko raz powiedzialam, ze chce cos zrobic i potrzebuje do tego wolny stol, a on juz grzecznie robi porzadek ….
Herbete sobie zrobilam, usiadlam z lapkiem, a tu nagle dnig, dong … Pstawilam oczy w slup, bo ktoz to … przeciaz nie spodziewalismy sie zadnych gosci. A po chwili szczeke se podeptalam, bo to Marki przyszly …
Zostalam napadnieta pieknym bukietem kwiatow, zielona herbata i paczka kakao w ziarnach, byly tez zyczenia i usciski …
Zrobilam kawe i herbate, co by gosci napoic i zaczelam se glowe lamac czym by ich tu nakarmic … Chleb mi sie skonczyl i wlasnie wyciagnelam zakwas co by sie ogrzal, wiec z kanapek nici … W zamrazarce nic takiego co by mozna na szybko odmrozic, a bigos ktory tam byl, zjedlismy wczesniej. Klapa na calej lini. Mogla bym zajsc do sklepu za rog, ale Marek nie jada byle jakiego chleba. Ryz z owocami odpadal, bo zanim one by sie odmrozily, to sporo wody by w Tamizie musialo uplynac. I nagle mysl zlota wpadla mi do glowy: “makaron z pesto, albo z bialym serem”. Dopytalam ktora wersje wola i poszlam do kuchni i za 15 minut juz jedlismy makaron z serem. A potem Gandalf zarzadzil przyniesienie tej wisniowki, na ktora go namowilam i za sprawa ktorej zostalam w sklepie ta: “ktora zawsze namawia do zlego”.
Posiedzielismy, pogadalismy, posmialismy sie … A potem zrobilo sie po 20-stej i Marki stwierdzily, ze musza wracac do siebie, a tu nie ma to czy tamto, bo czekalo ich 1.5h jazdy. Dalam im kawe Prime, sztuk dwie i sloik miodu prawdziwego, polskiego. My kupujemy sobie miod, u takiego jednego, milego pana, na marginesie naszego rodaka, na Vauxhall, a dokladnie to na New Covent Garden Market i zawsze bierzemy tez dla Markow.
To byla bardzo mila niespodzianka i nic to, ze gosci czestowalam makaronem z serem, bo jak bym wiedziala,to nie bylo by niespodzianki, a ja lubie takie niespodziewane niespodzianki 🙂
A potem, jeszcze zanim poszlam spac i mieszlam zaczyn na chleb, patrzac na bukiet kwiatow ktory dostalam od syna, nic to, ze synowa wybierala, przypomnialo mi sie takie jedno zdarzenie ktore sobie uwiecznilam wpisem na starym blogu:
POST Z BLOXA
Dwie dzisiejsze smutne refleksje … poniedziałek, 20 grudnia 2010
Pierwsza: Jadac do weta po tabletki dla Rufusa, po wyjsciu z przejscia podziemnego, przy kwiaciarni, zobaczylam chlopaka ludzaco podobnego do mojego syna. Stal do mnie tylem, wiec nie widzialam jego twarzy, ale wzrost ten sam, taki sam kolor wlosow i ukladaly mu sie tak samo, nawet dlugosc pasowala, takie same ruchy, gesty … rozmawial ze sprzedawca. Jak go zobaczylam przystanelam zdziwiona, M. nie M., chwila niepewnosci, tym bardziej, ze zapowiadal sie na dzisiaj, ale bylo za wczesnie, ja przeciez mu pisalam zeby nie przychodzil wczesniej jak po poludniu, bo mnie nie bedzie. Pomimo tego, ze wiedzialam, ze to nie moj syn, bo kurtka nie taka, a on na pewno sobie nowej nie kupil, bo … poprostu nie ma pieniedzy, bo nie pracuje … Poza tym o tej porze nie mogl to byc on, bo byla dopiero 10.40, a ja znajac swoje dziecko nie liczylam na to ze pojawi sie wczesniej jak kolo 14-stej. Pomimo wszystko, wrazenie bylo tak silne, ze dochodzac do przystanku odwrocilam sie kilka razy patrzac za siebie. Chlopak z bukietem kwiatow poszedl swoja droga, a ja stojac na przystanku myslalam sobie, ze: “zyczylabym sobie bardzo aby moj syn stal tak jak ten chlopak przed kwiaciarnia kupujac kwiaty, w nowej kurtce, bo znaczylo by to, ze ma prace” … I pojawila sie w mojej glowie taka mysl ze, moze to znak … dorby znak, ze moze nareszcie bedzie dobrze i ze, moj syn wezmie nareszcie swoje zycie w swoje rece i zacznie robic to o czym dotychczas ciagle mowil ze – on by chcial … I tak zatrzymalam sobie ten obraz w pamieci jak prezent od “kogos tam z gory” a moja wyobraznia maluje dalszy ciag tego obrazka …
A druga: Sprawdzalam dzisiaj moje “futra” czy nie maja dzikich skaczacych lokatorow. Rozgarniajac miekka, puszysto – polarkowa siersc Rufusa, calkiem przypadkowo na jego zadzie znalazlam malutkie, lyse, elipsowate miejsce, zatrzymalam sie w tym momencie, dobrze wiedzialam co to jest, wrocilo zle wspomnienie. Zamyslilam sie czy on to jeszcze pamieta, albo raczej jak on to pamieta, koty maja dobra pamiec. Ja pamietam i zawsze jak o tym pomysle czuje zal i zlosc. Takich sladow, on ma wiecej na swoim kocim ciele, sa to blizny po papierosach. Ale dokladnie napisze o tym innym razem.
Ten post zaczelam pisac po 16-stej, teraz jest po 21-szej, moj syn nie dotarl dzisiaj, nie wiem dlaczego. A ja czekalam.
——————————————————————————————————–
Dostalam, marzenia jednak sie spelniaja … Moj syn przeszedl dluga i bardzo wyboista droge, ale teraz jest dobrze i jestem z niego dumna …. I ciesze sie z urodzinowej niespodzianki i z bukietu kwiatow, ktory ostatecznie jednak stoi w kuchni i jak cos tam robie to sobie na niego patrze, a cieszy nie tylko moje oczy, bo na dodetek ladnie pachnie.
Dziekuje Ci synku za te kwiaty i za ta niespodzianke, dziekuje Ci za to dzisiaj w dniu moich urodzin 🙂
Dzisiaj skonczylam 54 lata.
Ps. A kurtka chlopaka z mojego wspomnienia, byla bordowa z granatowymi wykonczeniami, ten obraz nie zatarl sie w moich wspomnieniach.