Zaczelo sie od tego, ze 3 maja dostalam wiadomosc na fejsie, od starszej siostrzenicy: “Hej jesteś w domu 07.06? Mogę przyjść w odwiedziny?”, na co jej ospisalam: “Pewnie tak, bo do Polski wybieram sie troche pozniej.” Potem jeszcze sie dopytalam czy bedzie sama, czy moze z rodzina. Okazalo sie, ze umowila sie z kolezankami na weekend, a przy okazji chciala by i nas odwiedzic, to przyleci dzien wczesniej.
Przed przyjazdem Kaski, odsprzatalam troche chalupe, tyle, na ile pozwolila moja zwichrowana raczka. A w piatek rano zrobilam makaron z tunczykiem, na obiad. Jakos w trakcie moich zmagan kuchennych, przyszla wiadomosc od Kaski, na messenger, ze wyladowala i jedzie na Clapham Juncton i zebym jej podala numer telefonu. A potem jeszcze jedna, ze juz czeka na autobus 345. Akurat jak skonczylam pichcenie i starlam blaty, zadzwonil telefon, Kaska pytala jak ma do nas dojsc, bo ona juz jest. Wyszlam przed dom, na droge, ale na przytanku jej nie bylo i raczej nie dziwne, bo z bagazem nie lazla by przez mokry trawnik, w deszczu i nie skakala by, z morku na dol. Odwrocilam sie w prawo i zobaczylam jak idzie z wielgasna, rozowa waliza. Przywitalysmy sie i weszly do domu.
Na moje pytanie, czy chce kawe, herbate, czy moze pierwsze wode, odpowiedziala, ze najchetniej napije sie kawy i ucieszyla sie, zreszta ja tez, ze pijemy ta sama i nawet obie parzymy ja w imbryczku. Przy kawie pogadalysmy troche o tym i o tamtym.
A jak zapytala o koty, to od razu pojawil sie Rufus, bo przeciez on zawsze musi byc w centrum uwagi i takiej atrakcji, jak gosc w domu, nie mogl by przepuscic.
Kaska przywiozla mi dwa obrazy, z tych ktore malowala moja mama, bo okazalo sie, ze ma podwojne. A ja upieklam jej dwa chleby, ucieszyla sie i powiedziala, ze sobie zamrozi i napewno bedzie go jadla. Niestety ani jej maz, ani dzieci nie moga cieszyc sie jego smakiem, bo cala trojka ma jakies problemy z przyswajaniem glutenu, a moj chleb jest na zytnim zakwasie.
Po kawie poszlysmy na gore, pokazalm jej nasza sypialnie i obrazy babci, oraz moje storczyki. I nawet Miniek zszedl z lozka i sie z Kaska przywital, co u niego jest niebywale, bo on nie lubi obcych i zawierania nowych znajomosci.
Kaska chciala odwiedzic jakies muzeum i zrobic zakupy w jakims Primark’u i to jej pozostawilam wybor w tej kwesti, zaznaczylam tylko, ze ja pierwsze musze odebrac leki dla kotow, u weta i doladowac oyster.
Zjadlysmy makaron i wyszlysmy. W lecznicy troche sie zakrecilam, bo byla nowa babka w recepcji i jakos nie moglam ogarnac, co ona do mnie mowi, ale po chwli zaskoczylam, ze tlumaczy mi, ze mam przyjsc z Rufusem na co ploroczna wizyte i teraz, da mi tylko dwie tabletki, a potem dostane reszte. OK, zapisalam sie na na poniedzialek, a potem przebieglysmy na druga strone ulicy i w sklepiku, gdzie mydlo i powidlo doladowalam oyster.
Kaska patrzyla w mapy na telefonie i prowadzila … W muzeum nie zabawilysmy dlugo, od razu skierowalysmy sie na dzial egipski, zeby mumie poogladac. Wyszlysmy innym wyjsciem. Usiadlysmy w ogrodku przy jakiejs knajpce i Kaska postawila po lampce wina i nawet aura w tym momencie byla dla nas laskawa, bo przestalo padac. A potem, troche sie zakrecilysmy, zanim dotarlysmy do sklepu. W Primark’u, spedzilysmy duzo wiecej czasu, niz w muzeum. Ja znalazlam dwie pary gaci, czy leginsow, zwal jak zwal i paczke skarpetek z kocimi motywami. Kaska nabrala szmat cala kupe, troche dla siebie, cos dla dzieciakow i poszla do przymierzalni z sukienkami, a potem troche tego balastu zostawila przy kasie. Z nia to moge robic zakupy, nie ma zbednego ogladania, macania, zastanawiania sie, ladne, albo nie, rozmiar dobry, za duze moze byc, Sonja dorosnie, a to za male to nie, o koszulka na Fredka fajna, troche za duza dobra, sandalki fajne, ale czy dobre … nie ma co, buty trzeba przymerzyc, bo dzieci szybko rosna. Szast, prast idziemy do kasy. Zadowlona byla z zakopow, bo ciuszki ladne i 3 razy taniej niz w Norwegi. Z nia to ja moge i do muzeum i na zakupy.
Ze sklepu pojechalysmy do domu, a tam juz czekal na nas Gandalf. Przywitali sie Kaska z wujkiem, wujek z Kaska …. A kiedy oni sie widzieli ostatni raz … ? Ja tego nie pamietam. Ja z Kaska spotkalam sie ostatnio 4 lata temu, we wrzesniu, na pogrzebie mojej mamy.
Chwile jeszcze pogadalismy w domu, a potem wsiedlismy do samochodu i odwiezlismy naszego goscia do hotelu, mogla spac i u nas, ale stwierdzila, ze tak bedzie jej wygodniej. Mysle, ze miala racje, bo przyjechala odpoczac troche od dzieci, marzyla o tym, zeby usiasc z lampka wina i spokojnie gazety poczytac i zabrala ich ze soba caly plik. A gdyby zostala na noc u nas, to owszem wino by sie znalazlo, ale o czytaniu gazet mogla by zapomniec i o spokojnym wiczorze w samotnosci rowniez.
Kaska jest bardzo bezposrednia i za to ja lubie. U niej nie ma owijania w bawelne, albo kogos lubi, albo nie, u niej nie ma obgadywania za plecami, jak ma cos do kogos to mowi mu to wprost i nie robi niczego na pokaz, bo tak wypada. Lubie takich ludzi, bo relacje z nimi sa latwe i proste, czlowiek nie musi caly czas myslec o tym, co i jak mowi i wie, ze nic z tego co powiedzial nie zostanie opacznie zrozumiane i wykozystane przeciwko niemu.
Jeszcze zanim przyjechala, chodzil mi po glowie taki jeden pomysl, ale to cala historia: Marek nie raz narzeka, ze nikt z rodziny nie utrzymuje z nim kontaktu i to prawda, bo dzwoni do niego tylko wujek, czyli moj brat i siostra, czyli Magda. A kiedy mowimy mu, ze sam moze zrobic pierwszy krok, to sie unosi i komunikuje nam ostro: “jak ktos chce sie ze mna skontaktowac, to niech sobie poszuka mnie w internecie, tam jest wszystko i numer telefonu i adres”. Kiedy Kaska wyslala do mnie waidomosc z zapytaniem, czy moze nas odwiedzic, poinformowalam Marka, ze jego kuzynka bedzie w Londynie. Odpowiedzial mi jak zwykle, ze mozna go znlezc w internecie …. Nie drazylam tematu. A kiedy w rozmowie Kaska zapytala o kuzyna, powiedzialam krotko, ze mieszka ze swoja Dorota i zajmuje sie handlem na ebay i o tym jak to ciagle powtarza, ze jak ktos chce, sie z nim …. Co Kaska podsumowala krotko, no i slusznie, kazdy robi jak chce.
Kiedy jadlysmy z Kaska obiad, to w tym czasie gadalysmy z Magda przez messenger, przez moj telefon. A kiedy skonczylysmy jesc, wynioslam talerze do kuchni i pobieglam na gore sie przebrac, zabrac kurtke i torebke. Jak zeszlam na dol, Kaska dalej gadala, ale juz nie z Magda … Nagle powiedziala: “to dobra Marek, to ja juz koncze, bo my wychodzimy i musze sie ubrac, pa” i wlozyla mi telefon do reki mowiac: “ciocia masz tu Marka”. Troche bylam zdziwona, bo jak to Marek zadzwonil akurat teraz … Zamienilam z synem kilka zdan, ale kiedy wyszlysmy na zewnatrz to okazalo sie, ze leje, wiec powiedzialam jak jest i ze musze schowac telefon do torebki i zakonczylam rozmowe. Ciekawosc mnie zzerala, wiec zapytalam Kaske, czy to Marek zadzwonil, na co ona mi odpowiedziala: ”nie to ja, bo wiesz jak Magda sie rozlaczyla, to mialas na telefonie niezamknieta strone z ostatnio wybieranymi numerami, a na pierwszej pozycji byl MAREK, no to zadzwonilam”. Smiejac sie, powiedzialam je o tym, ze myslalam zeby jej wlasnie to zaproponowac.
Mila to byla wizyta i gosc mily, a teraz ciekawa jestem, kiedy znowu sie spotkamy.


































































































































































